wiem że sobie grabię pisząc ten post, ale ....

"giełda" w łodzi to jedna wielka rzeźnia - źle wentylowana, smierdząca przypaloną kiełbasą hala pełna spoconych ludzi zionących piwem i przeciskających się między ławkami na których sprzedajawane są w niemiłosiernym ścisku w urągających wszelkim zasadom i konwencjom warunkach zwierzęta.
Byłem kilka razy - za kazdym był większy ścisk - przeżycia traumatyczne - a na jednej giełdzie na Brumlovce w Pradze widziałem więcej gatunków niz przez te kilka razy w Łodzi.

Poza tym całkiem fajnie mozna kupić zwierzęta z pierwszej ręki taniej i to 2-3 krotnie niz w sklepach zoologicznych. Jeśli chodzi o Warszawę to większość sklepów się tam zaopatruje.