Koleżanki i koledzy, programy ochrony gatunków w państwach o znacznie większych niż nasz kraj osiągnięciach (żubr był dawno temu, a ostatnio to jakoś niewiele..., tylko w bobrach się w znaczący sposób poprawiło, aż za bardzo) opierają się nie na jednostkach państwowych (bo takich w gospodarce rynkowej jest bardzo mało), ale na prywatnych ośrodkach hodowlanych i rzeszach zapaleńców, którzy pracują pod nadzorem władz.

Oceńcie na spokojnie pierwszą, nieoszlifowana jeszcze propozycję programu dla żółwi błotnych. I nie piszcie z góry, że się nie da, bo w innych państwach takie programy jednak funkcjonują a gatunki mają się nieźle, a nawet coraz lepiej.

Program składałby się z trzech ogniw:

1) Woj.Kons.Przyr. - bierze udział w pozyskiwaniu jaj z natury a później w wypuszczaniu odchowanych żółwi na wolność.

2) Jaja są przekazywane do koordynatora programu, może to być pracownik gadziarni w Zoo, pracownik naukowy uczelni albo jakiś bardzo doświadczony hodowca np. rekomendowany przez PST, którzy mają wiedzę i doświadczenie w rozmnażaniu żółwi. Zadaniem koordynatora jest poddać jaja inkubacji i zatroszczyć się o wylęg. Koordynatorom możnaby także dać (wypożyczyć, jako depozyt hodowlany Skarbu Państwa) dorosłe osobniki, żeby spróbowali je rozmnożyć na potrzeby programu.

3) Wylęgłe maluchy są przekazywane do osób, które chcą je przez kilka lat (3, może 4?) podchować, zanim zostaną wypuszczone z powrotem. Osoby te (pełnoletnie, albo rodzice!) podpisywałyby umowy cywilno-prawne z wojewodą (dzikie żółwie są własnością Skarbu Państwa) np. przyjmują na odchowanie 5 żółwi, a po ustalonym okresie mają oddać 3. Te 2 pozostałe to... cóż, straty mogą być..., a jeśli nie ma strat hodowlanych to te ’nadwyżki’ przechodziłyby na własność hodowców, którzy mogliby z nich formować sobie stado zarodowe do własnej hodowli albo je legalnie odsprzedać innym hodowcom. Odchów żółwików odbywałby się pod merytoryczną opieka koordynatora, który okresowo wizytowałby swoich hodowców i wysyłał raporty do WKP, mógłby też wnioskować o natychmiastowe odebranie okazów.

Woj.Kons.Przyr. też mógłby wizytować hodowców, sprawdzając czy raporty koordynatora są wiarygodne. Umowy na odchów żółwi, gdyby komuś było przykro rozstać się po tych 3-4 latach, mogłyby być przedłużane, im żółwie starsze tym większe szanse przeżycia po wypuszczeniu albo możliwość ich rozmnażania w niewoli. Umowy można też rozwiązać wcześniej (ale wtedy już bez prawa do zatrzymania przez hodowcę ‘nadwyżkowych’ okazów), i nie ma tego problemu co z nimi zrobić jak z czerwonolicymi, bo po prostu błotne mają być wypuszczane po odchowaniu.
Jeśli komuś zdechły... kara powinna być, ale bez przesady z więzieniem, może 300-500 zł (internetowa cena błotnych na Zachodzie to ok.60 EUR), tak żeby nie opłacało się upychać tych podopiecznych żółwi na czarnym rynku.

W każdym województwie mogłoby być kilku, kilkunastu koordynatorów, każdy miałby pod swoją opieką grupę hodowców. Odchowane żółwie byłyby wypuszczane do miejsc wskazanych przez WKP i pod jego nadzorem.

Żółwie biorące udział w tym programie mogłyby być specjalnie identyfikowane, mam wytyczne niemieckie sposobów identyfikacji hodowanych żółwi gatunków objętych Rozp.338/97 może nadawałyby się też dla błotnych?, potrzebna opinia fachowców.

Koszty programu:
Uczestnictwo jest dobrowolne, hodowcy ponoszą koszty utrzymania, ale skoro chcieli je trzymać... (gdyby chcieli mieć inne żółwie to i tak ponosiliby koszty ich utrzymania i jeszcze koszty zakupu, a tu mają wypożyczone za darmo i jeszcze szansę na ‘nadwyżkę hodowlaną’ na własność)
Koordynatorzy - jeśli sami nie utrzymują okazów to tylko koszty związane z wizytacjami swojej grupy hodowców i trochę roboty papierkowej z raportami dla wojewodów
Woj.Kons.Przyr. - trochę wyjazdów i roboty papierkowej, ale to w ramach obowiązków służbowych
Skarb Państwa - trochę żółwi (nadwyżki) przechodzi w ręce prywatne, ale przy założeniu, że śmiertelność w naturze jaj i młodych osobników jest znacznie większa to per saldo i tak się opłaca. Jest to program, który nie wymaga praktycznie żadnych dotacji finansowych z budżetu Państwa, nie trzeba nawet drukować broszurek i poradników dla hodowców, bo mogą oni komunikować się między sobą i ze swoim koordynatorem za pomocą internetu.

Zagrożenia dla gatunku:
NIE WIĘKSZE NIŻ TERAZ, kiedy nie wiadomo i nie ma sposobu na policzenie, ile żółwi jest nielegalnie wyłapywanych. A tak przynajmniej te biorące udział w programie będą zinwentaryzowane i pod kontrolą. Im więcej zainteresowanych osób ma możliwość legalnego chowu błotnych, tym mniej czyni to w sposób nielegalny. Im więcej na rynku okazów o legalnym pochodzeniu, tym mniejszy popyt na nielegalne.

A zresztą, błotnych nie ma zbyt dużo w Polsce, ale jest to gatunek znacznie pospolitszy w innych krajach UE i nie jest uważany za szczególnie zagrożony w Europie, więc gdyby nawet coś... w co nie wierzę... to i tak byłoby skąd go na powrót sprowadzić.

Zyski z programu:
Od samego liczenia stanowisk żółwi błotnych nam w kraju nie przybędzie, a taki program:
- daje szansę uzyskania znacznie większej niż dotąd liczby odchowanych żółwi do wzmacniania dzikich populacji i zakładania nowych stanowisk,
- powoduje zmniejszenie liczby trzymanych w akwaterrariach egzotów (bo część osób przestawi się na błotne) = mniejsze zagrożenie rodzimych dzikich populacji ze strony inwazyjnych obcych,
- powoduje z czasem powstanie legalnych zarobkowych hodowli żółwi błotnych, które mogą wypierać z rynku osobniki pozyskane nielegalnie (w ten sposób powstają zarobkowe hodowle rzadkich gatunków załącznika I CITES i jakoś nie spowodowało to wymarcia tych gatunków, a wręcz przeciwnie),
- dla wszystkich biorących udział w programie - satysfakcja z własnych osiągnięć hodowlanych (prestiż w środowisku terrarystów) i z powiększania populacji naszych błotnych.

Pozdrawiam i liczę na rzeczową dyskusję.
Loxodonta