Witam

Giełda w świętochłowicach okazała się sukcesem, osiąga coraz wyższy stopień popularyzacji, stała się także ważnym wydarzeniem w naszym małym terrarystycznym światku, nie tylko jako miejsce gdzie można kupić zwierzaka, ale jako swego rodzaju ogólnokroajowe święto miłośników terrarystyki. Więc skoro sukcesy są tak wielkie i tak zaskakujące biorąc pod uwagę poziom terrarystyki w naszym kraju, czemu nie pujść dalej i nie starać się wciąż umacniać wizerunku giełdy.

Wizerunek ten kreuje nie tylko ilość i zróżnicowanie dostępnych gatunków, ale głównie osobiste odczucia osób uczestniczących w tym wydarzeniu, które chcąc nie chcąc nie trafiają do tego miasteczka przez przypadek.

Rozwój giełdy jest bardzo wyraźny, jednak nie możemy stwierdzić czy podąży w kierunku prawdziwie fascynującego wydarzenia, czy też zwykłego krótkotrwałego bazaru. Opinie, że zależy to tylko i wyłącznie od podejścia wystawców są jak najbardziej prawdziwe, jednak podążając dalej tym tropem, im z kolei zależy na nas, naszej aprobacie i zaufaniu. Więc możemy coś zmienić i nawet nie wiedząc o tym, te kilka postów osób faktycznie dostrzegających oriblem i poszukujących rozwiązania może dać trochę do myślenia tym, którzy faktycznie mają na to wpływ.

Ze względu na odległość nie mogę niestety pojawiać się na każdej giełdzie i ostatni raz byłem w październiku na IV edycji. Moje odczucia były naprawdę zróżnicowane tak jak i poziom prezentacji oferty poszczególnych sprzedawców.

Przy części stoisk czułem się autentycznie jak w sklepie zoologicznym z koszmarnych opowieści, tam zwierzaki były poupychane warstwowo w ustawionych jeden na drugim faunaboxach, którymi sprzedawca w kółko manewrował. Zwierzaki były ciemne, miały pozamykane oczka po prostu tragedia.

Przy innym stoisku natomiast stałem dość długo przyglądając się dość ładnie zaprezentowanej ofercie, zwierzaki tam były w osobnych pojemnikach, miały odpowiednią temperaturę przez co prezentowały się dużo bardziej zachęcająco. Pozatym pojemniki były tak rozplanowane, że cała oferta była dobrze widoczna i nie trzeba było ich w kółko przerzucać, zwierzaki miały także ściółkę, w którą mogły wtulić pyszczki.

Osobiście kupiłem agamkę brodatą od osoby, która miała wyłącznie brodacze, za to naprawde śliczne i niezbyt problematycznie zaprezentowane. Choć zapłaciłem trochę więcej niż na pobliskim- koszmarnym stoisku zdecydowałem się natychmiast. Ale przecież i tak prezentacja nie wpływa na cenę zwierzaka, a dodatkowo podnosi jego atrakcyjność.

Ogólnie z powodu tak wielkiego zróżnicowania nie mogę napisać tego co bym w przyszłości naprawdę chciał powiedzieć, że giełda była miłym i sympatycznym przeżyciem.

pozdrawiam Rewja