Nie rozumiem jak można pomstować na rodziców wychowujących dziecko w zgodzie z własnymi przekonaniami etycznymi czy religijnymi (nasuwa się analogia; czy dzieci chrzczone w KK jako niemowlęta mają świadomość i wolny wybór religii i w ogóle poglądy na temat etyki, sumienia ?). A czy dziecko któremu podaje się mięso ma wolny wybór. Też nie, bo to rodzice decydują co ma jeść. A już za absurdalne uważam, obwinianie rodziców - wegetarian za brak wegetariańskich posiłków w szkolnej stołówce czy nietolerancję rówieśników.

Rozumiem, że dla części mięsożerców (części która powinna chyba popracować nad swoją tolerancją) mięsko jest tak pyszne, że dziecko które tegoż mięska nie jadło jest strasznie pokrzywdzone (popłaczę się zaraz nad historią o sojowej kiełbasce nad ogniskiem). Proponuję udać się np. do Indii, gdzie wiele milionów ludzi nie je mięsa, tam dopiero można się poużalać ile przyjemności tracą Hindusi.
Znam dzieci które mają kilkanaście lat i nie jadły nigdy mięsa i na zdrowie nie narzekają. Jeśli dieta jest zbilansowana, zawiera jaja, nabiał i odpowiedni dobór pokarmu roślinnego nie ma zagrożenia dla zdrowia.
Gdy chodzi o dorosłych to nie mogę się zgodzić, że dieta wegetariańska wymaga więcej zachodu i pracy. To są tylko wyobrażenia mięsożerców.