widzę, że długi temat się rozwinął. ja osobiście gdy jestem zdołowany muszę coś rozwalić. muszę coś zniszczyć, porwać, stłuc, pogryźć, albo zadać sobie ból. gdy ostatnio byłem strasznie załamany z powodu mojej dziewczyny i wogóle takie tam (generalnie bardzo łatwo wkręcam się w takie psychiczne problemy, nawet z byle powodu :/ ) pobiegłem do piwniecy, znalazłem jakąś doniczkę i rozbiłem ją na tarasie. gdy to nie ulżyło mi sięgnąłem po żyletkę. "boli, więc żyję" - takie hasło gdzieś w jakiejś gazecie widziałem i w pełni się z nim zgadzam... ból pomaga się rozładować, wyżyć na wasnej osobie. zrobiłeś coś źle, zawaliłeś, jesteś beznadziejny, proszę, potnij się, zasłużyłeś. takie słowa wchodzą do mojej głowy i poprostu muszę coś zrobić. gdy przecinam skórę na ręce muszę się skupić, robić to pomału, inaczej nie bedę czuł żadnej satysfakcji. przecież chodzi właśnie o to, żeby bolało. w jakimś artykule wyczytałem "jeżeli chcesz odczuwać ból noś przy sobie gumkę recepturkę i naciągaj ją na swojej dłoni, po czym puszczaj. to sprawi, że będzie boleć, a ty nie odniesiesz żadnych ran". to nie pomaga, próbowałem...

innym sposobem na rozluźnienie się w moim przypadku jest narcyzm. moje czyste i nieskażone wadami ego czasami wydaje się być najlepszym wyjściem z dołka. polecam się nad tym zastanowić . niekoniecznie musi to być samouwielbienie, prędzej samoakceptacja. stańcie przed lustrem i pomyśl, czy naprawdę jesteś taki beznadziejny... przecież każdy człowiek jest na swój sposób niesamowity!

a jak nie możesz patrzeć na swoje odbicie w lustrze, ztłucz je. przecież zawsze najlepiej coś zepsuć

he he he, ale się rozpisałem. w załączniku zdjęcie ręki mojej koleżanki...