Do księdza w pewnej parafii miał przyjechać biskup. Ksiądz postanowił pójść na ryby i własnoręcznie złowić rybę na obiad. Siedzi nad rzeką wśród innych wędkarzy, nagle trach! Coś potężnego się złapało. Ciągnie, ciągnie, ale nie może dać rady. Widzi to inny wędkarz, podbiega do księdza i mówi:

* Niech ksiądz da mi wędkę, wyciągnę tego sukinsyna!

Wyciągnęli rybę. Ksiądz patrzy i mówi:

* Ale duża ryba. Dziękuję za pomoc, ale to słownictwo trochę nie na

miejscu...

* Ale proszę księdza, sukinsyn to nazwa tej ryby. Jedne się nazywają

śledzie, inne pstrągi, a ten sukinsyn.

* Aha, no to w takim razie biorę tego sukinsyna do domu na obiad! Biskup

przyjedzie będzie zadowolony. Ksiądz wrócił na parafię. Wychodzi do niego zakonnica:

* O, jaka duża ryba!
* Niezłego sukinsyna złapałem, nie?
* Oj, proszę księdza, ryba duża, ale to słownictwo...
* Proszę siostry sukinsyn to nazwa tej ryby. Jedne się nazywają śledzie,

inne pstrągi, a ten sukinsyn.

* Aha, no to ja wezmę tego sukinsyna i go oczyszczę, pójdę do gosposi

niech go przyrządzi, biskup dzisiaj przyjedzie, będzie zadowolony... Zakonnica oczyściła rybę i idzie do gosposi, ta widząc rybę mówi:

* O, jaka duża ryba!
* Niezłego sukinsyna złapał ksiądz, prawda?
* No, ryba duża, ale to słownictwo...
* Oj, proszę się nie przejmować sukinsyn to nazwa tej ryby. Jedne się

nazywają śledzie, inne pstrągi, a ten sukinsyn.

* Aha, no to ja wezmę tego sukinsyna i go przyrządzę biskup przecież

dzisiaj przyjeżdża... Późne popołudnie. Ksiądz, zakonnica i biskup siedzą przy stole, rozmawiają. Wchodzi gosposia z rybą. Biskup mówi:

* O, jaka duża ryba!

Ksiądz:

* Tak, niezłego sukinsyna złapałem!

Zakonnica:

* A ja tego sukinsyna wyczyściłam!

Gosposia:

* A ja sukinsyna przyrządziłam!

Biskup popatrzył, wyjął flaszkę wódki ze swojej torby i mówi:

* K...wa.., widzę że tu sami swoi....