Niestety David Lynch nalezy do nurtu kina postmodernistycznego - jego filmy nie trzymaja się kupy i są zlepkiem dziwnych scen... Niektórzy usiłują sie w pocie czoła doszukac w tym głębszego sensu, dla mnie jest to po prostu przejaw nieudolności rezyserskiej. Lynch po prostu nie umie nakrecic normalnego filmu, w zwiazku z czym dorabia nie wiadomo jaką ideologie do swoich wypocin rezyserskich,. Niestety krytyka zachowuje sie tutaj jak pewien kozak z opowiadania Mikolaja Gogola (chyba "Wij"), który mawiał "Matko daj sloniny, to musi byc bardzo mądre, bo zupełnie nic z tego nie rozumiem."
Generalnie wszyscy boją się krytykowac Lyncha, bo ten uznany juz za autorytet w dziedzinie kinematografii (tak głośno i dlugo krzyczał ze jest genialny, ze nie tylko sam w to uwierzyl, ale sprawil ze równiez ze inni w to uwierzyli), ze boja się cokolwiek powiedziec na temat jego filmów, by nie wyjsc na profanów, głupków i się nie ośmieszyc...
Dla mnie jego filmy to po prostu koszmarne, w dodatku męczące gnioty, bedące zaprzeczeniem wszelkich reguł sztuki... Filmy z nieliniową akcja kręciło juz wielu i jakoś potrafili to opanować.

B.T.W. "mulholland drive" i tak jeszcze nie jest najgorszy...