Ja sie o tyle zgodze z Tylerem, ze papiez byl juz tak schorowany i tak wyczerpany, ze wypoczynek w pelni sie mu nalezy. Zreszta podniosl wysoko poprzeczke swojemu nastepcy.

Hmm... ten czlowiek wciaz mnie jednak inspiruje...ze mial sile zajsc az tak daleko i nie odchodzic na bok. Mysle, ze to wlasnie taka postawa zrobil wiecej dla kosciola (dla jego wiernych), niz wszelkie dyrektywy, jakie wprowadzano. Nie powiem, zebym wierzyl w jego nieomylnosc i wiele razy jak slyszalem jego opinie na niektore tematy, to czasem az mnie skrecalo...ale w jego slowach i postepowaniu bylo jednak cos, co osobiscie dla mnie bylo niezwykle.

Zreszta mi nie szkoda papieza dlatego, ze nie jestem ateista... ja nie patrze na niego jako na jakiegos swietego, czy przewodnika duchowego, ale szkoda mi go raczej jako kogos bliskiego...

Ale trudno, taka jest kolej rzeczy.