Muszę się z wami podzielić tym co mnie dzisiaj spotkało w naszej pięknej kolebce europejskiej terrarystyki:

Początek dnia nie wróżył większych atrakcji, można by powiedzieć, iż był to zwyczajny, grudniowy poranek polskiego, szarego terrarysty. Tak więc wstałem dosyć wcześnie jak na moje możliwości, a powodem tego była setka hałasujących nad uchem świerszczy. Pomyślałem wtedy, że wypadało by się ich wreszcie pozbyć, ale kto będzie chciał wziąść odemnie taką ilość robali, biorąc pod uwagę to, iż wszystkie sklepy zoologiczne mają problemy z nadmiarem szybko mnożących się młodych. Tak więc skarmiłem kilka moim pająkom i ruszyłem na wycieczkę po mieście.

Oprócz setek standardowych wiadomości o ukąszeniach, ucieczkach i radości płynącej z hodowlii zwierząt egzotycznych, przeczytałem wczoraj, w nowym numerze "Niezbędnika młodego terrarysty", informację o dość ciekawej gwiazdkowej promocji w jednym z moich ulubionych sklepów. Pomyślałem, iż warto było by zainwestować te kilka złotych, a puźniej zastanowię się co z tym fantem zrobić.

Po drodze wpadłem jeszcze do kilku konkurencyjnych sklepików, gdzie jak zwykle fachowa obsługa, próbowała mi wcisnąć jakąś popularną brachypelme, lub też niezbyt ładnie wyglądającego legwana zielonego jakich pełno w naszych domostwach. Zbyłem ich grzecznie i wreszcie trafiłem do celu.

Okazało się, że promocja dotyczy luksusowych faunabox'ów, a konkretnie do zakupu takowego, dorzucano gratis wkład w postaci taniego gekona lub też dwóch paszników. W sumie to nic szczególnego, ale sprzedawca pod presją wciąż napierającej konkurencji zaoferował mi firmowy higrometr i worek torfu kokosowego gratis. Gdyby nie to, iż wraz z zeszłomiesięcznym numerem kwartalnika "Moje terrarium" dostałem identyczny przyrząd pomiarowy jako bonus, może bym się skusił.

Jeszcze chwilę postałem przy dość obszernym regale z literaturą na którym zainteresowała mnie pozycja pt. "Poradnik dla hodowców pteszników z rodzaju Brachypelma dla średnio zaawansowanych", w skrucie ok. 300 stron wciąż o tym samym (cała seria liczyła już chyba z 20 tomów i pod wieloma względami powielała inne publikacje).

Zatrzymałem się w małym zagłębieniu, w rogu sklepu, gdzie w niezbyt zadbanych klatkach siedzaiło kilka niechcianych papug, oraz stały dwa brudne akwaria, chyba ich miejsce usprawiedliwiał tylko sentymentalizm nico leciwego sprzedawcy. Chciałem jeszcze zapytać właściciela o to, czy w razie spodziewanego kokonu wezmą odemnie młode Chromatopelmy, ale szał świątcznych zakupów sprawił, iż kolejka matek ze swymi znudzonymi pociechami nie miała końca.

Jako, że spieszyłem się na cotygodniowe, jak zwykle nudne i jak zwykle mało innowacyjne w swej treści, zebranie osiedlowego klubu terrarystycznego, postanowiłem odłożyć tę rozmowę i pośpiesznie udalem się w kierunku wyjścia z tego zgiełku. Jednak wtem kilka wyłapanych zdań z konwersacji dwóch, mijanych na ganku, matek sprawiło, iż wrodzona ciekawość zmusiła mnie do biernego uczestnictwa w tej niestandardowej rozmowie. W skrucie wyglądało to tak:
- Dzień dobry sąsiadko.
- A witam panią... prezenty świąteczne?
- Tak chciałam coś kupić mojemu synkowi.
- Kolejnego zwierzaka??
- Nie tym razem postanowiłam, szarpnąć się na jakąś książkę o pająkach, bo mój maciuś ma już tylko trzy okazy, znaczy dwa mu zdechły i stwierdziłam, że musi trochę poczytać zanim kupię mu nowego.
-Acha... rozumiem...
-A pani czegoś dla córki poszukuje??
-Tak, ale chyba kupię jej rybkę, wie pani to jakoś bardziej pasuje do dziewczynki, a pozatym ostatnio w gazecie przeczytałam, że trzymanie zwierząt egzotycznych jest niebezpieczne dla otoczenia i może skończyć się tragicznie.

W tym momencie już chciałem włączyć się do rozmowy, jak zwykle w obronie tego wspaniałego hobby jakim jest hodowla zwierząt egzotycznych, bo w końcu to dzięki takim jak ja wreszcie mamy w Polsce prawdziwą terrarystykę. W tej samej chwili naszła mnie pewna refleksja, czy warto się wtrącać. Może to i lepiej, że ta kobieta przeczytała artykuł w jakimś brukowcu, przez co jej córka narazie nie dowie się czy ma do tego powołanie, być może wyjdzie to na dobre dla zwierzaka i być może kiedyś było lepiej gdy terrarystyka w naszym kraju jeszcze raczkowała. Przerażony własnymi myślami wyszedłem ze sklepu bez słowa.

KONIEC wszystkie postacie jak i wydarzenia w tej improwizowanej historyjce są jak najbardziej fikcyjne...(a błędy ortograficzne i interpunkcujne celowe )))) )