Dziekuje Wszystkim za slowa uznania na forum i za maile ))
Nie jestem wielka ale serducho chyba mam dobre i szkoda mi kazdego zwierzaczka nawet bezkregowca.
Dla mnie najwieksza radoscia jest to, ze on powoli zdrowieje, sam je i widać, że jest szczesliwy, nie jest zestresowany i to, że tez potrafi glowa pomachac do tego drugiego, chociaz jego wielkosc to tylko czesc ogona tego wiekszego.
Jaszczureczek mi najbardziej żal, jezeli tylko bede miala taka mozliwosc to moim marzeniem jest stworzyc dom w ktorym znajda opieke gady "po przejsciach".

Rysiek - sorki ze musiales tyle czekac ale ostatnio mam bardzo malo czasu, co do maluszka to od razu sie zaadoptowal. Jak go przywiozlam do domu to pierwsze co zrobilam to wlozylam do wanny, zeby sie wymoczyl, pozniej namydlilam mydlem, wymylam, zdezynfekowalam spirytusem i do terrarium... patrząc na niego przez kilka dni płakałam i bałam się czy z tego wyjdzie.
Miał poparzone łapki, spuchnięte oczy, niedomykał powiek i nie potrafił chodzić - tylko się czołgał. Kiedyś podczas zakupu przez pierwszego właściciela został zapakowany w słoik - przez to w tylnich łapkach zniekształciły mu się stawy biodrowe (( i nie potrafił chodzić bo nigdy nie był pewnie wypuszczany na spacerki. U mnie zaczął chodzić a nawet biegać ))
Od razu przyzwyczajałam go do mojej obecności i zabiegów pielęgnacyjnych. Bardzo szybko się do tego przyzwyczaił. Po kąpieli szczoteczką taką od zębów pomagam w uwolnienieu się od grzyba i starego naskórka. Na różne maści i zioła w których jest kąpany wydaje sporo.
Tak jak pisalam maluszek ma apetyt, wszysto je a to jest najwazniejsze. Witaminy, wapno przemycam wetkniete w owoc awokado albo zawiniete w lisc tylko taka jest mozliwosc bo jak posypie to wogole nie zje, kiedys probowalam mu otworzyc pyszczek to nie dalam rady, zacisnal tak mocno że ani rusz.
Dlatego nie wyobrazam sobie jak bym go musiala sama karmic, cale jego szczescie ze je, tego wiekszego to karmilam, jak sam nie chcial nie bylo problemu z otworzeniem pyszczka.
Dzisiaj bylo piekne sloneczko i legwany siedzialy na oknie obserwujac swiat. Ten duzy siedzi na poduszce elektrycznej a maluszek na termoforku owinietym recznikiem. Jeden po jednej stronie okna, drugi po drugiej stronie a krolik na fotelu po srodku i tak na siebie patrza, ale to bosko wygladalo. Tylko musze bardzo uwazac zeby ten duzy nie mial z maluszkiem kontaktu i sie nie zarazil tą grzybicą i to mi zabiera najwiecej czasu bo wszystko musze dezynfekowac.
Nie moge sie doczekac lata kiedy legwany beda mogly przebywac na sloncu, jestem ciekawa reakcji maluszka na swiezym powietrzu w naturze, bo jak go przywiozlam do domu to bal sie wygladac przez okno, w wogole wszystkiego sie bal a teraz to juz nawet krolik nie robi na nim wrazenia a kiedys to syczal na niego bił ogonem, nawet go skubal za futro taki z niego wojownik - chce mu sie zyc )) dlatego tyle wytrzymał w nadzieji na nadejście lepszych czasów...
Z tego wniosek: zawsze trzeba być optymistą
Jeśli macie pytania - pytajcie, postaram się odpisać

Pozdrawiam Wszystkich
[gadzinka]